W 1978 roku w Gujanie, w osadzie zwanej Jonestown 909 osób popełniło zbiorowe samobójstwo. Wyznawcy Świątyni Ludu pod przewodnictwem Jima Jonesa zdecydowali się na tak drastyczny krok, gdyż byli mamieni wizją idealnego świata, który zaproponował im charyzmatyczny przywódca sekty.

Wydaje się, że tragedia w Jonestown była po prostu wynikiem prania mózgu, które swym wyznawcom zafundował Jim Jones. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. By lepiej zrozumieć samobójstwo prawie 1000 osób dokonane z uśmiechem na ustach, należy poznać strukturę społeczną Świątyni Ludu. Świątynia Ludu zgromadziła głównie osoby, które doznały społecznej ekskluzji: bezdomnych, narkomanów, alkoholików, Afroamerykanów. Wszystkie te kategorie społeczne nie miały żadnych perspektyw w amerykańskim społeczeństwie, gdzie nie każdy mógł odnieść sukces. Dotyczyło to zwłaszcza Murzynów, którzy nawet w latach 60-tych i 70-tych doznawali upokorzeń z racji swego koloru skóry. Zawsze byli traktowani gorzej od białych, co jest o tyle paradoksalne, że mieszkali w USA, gdzie chrześcijaństwo postulujące równość wszystkich ludzi miało ogromny wpływ na życie społeczne.
Jednak jak wiadomo idee chrześcijańskie zawsze były teoriami, a praktyka niestety dzieliła ludzi na lepszych i gorszych, w USA na białych i czarnych. W takich okolicznościach, na drodze odrzuconych ludzi, nie mających przyszłości, ludzi, o których bóg zapomniał, pojawił się białoskóry, charyzmatyczny erudyta o dużej sile przekonywania, pastor Jim Jones. W krótkim czasie pozyskał bezgranicznie oddanych mu wyznawców, którzy porzucili ziemski świat, by realizować jego wersję utopii społecznej. Jednak ta utopia społeczna mogła być realizowana, gdyż Jim Jones dał swym podopiecznym to czego nie dawało chrześcijańskie społeczeństwo- równość. Czarni mieli te same prawa i obowiązki co biali, ponosili te same kary. Ta tęsknota za równością doprowadziła wyznawców Świątyni Ludu, do tego, że nie zauważyli, że tracą wolność, a równość coraz częściej i mocniej oznacza ten sam stopień posłuszeństwa wobec nieobliczalnego lidera sekty. Stopniowa utrata władzy nad własnym życiem i uczestnictwo w ruchu, doprowadziło do racjonalizacji swego działania przez członków sekty. W swym zaangażowaniu posunęli się tak daleko, że pojechali za Jonesem nawet do buszu, by tam budować idealny świat. Nawet tam, gdy represje ze strony lidera, wymagającego bezwzględnego posłuszeństwa były nieznośne, nie utracili wiary w swą utopię. Poza tym nie posiadali już nic ze swym ziemskich majątków, ich rodziny nie istniały. Powoli mieli coraz mniej do stracenia. To doprowadziło ich do wykonania ostatniego rozkazu Jima Jonesa, otrucia swych dzieci i siebie. Wszyscy i biali i czarni, równi, odrzuceni przez amerykańskie chrześcijaństwo popełnili w tym samym miejscu samobójstwo. Poprowadził ich do tego szaleniec, w dodatku nadużywający narkotyków.
Jones swą władzę uzyskał nie tylko dzięki obietnicom równości. Dał też swym wiernym świadectwo swej boskości. Za pomocą sprytnych manipulacji urządzał seanse, na których pokazywał „uzdrowienia”, „rozmnażanie” pokarmów. Biedna ludność, doświadczająca od ziemskiego świata samych przykrości, odnalazła w tych „cudach” świadectwo boskości Jonesa i jego miłości. Doszło do tragedii, miesiącami, po wydarzeniach w Jonestown, Ameryka debatowała, pytając jak mogło do takiej masakry dojść. Odpowiedzi jest mnóstwo. Wpływ na to miały na pewno silne nierówności społeczne wygenerowane przez oparty na chrześcijańskich zasadach system w USA. Drugą przyczyną była charyzma Jonesa, który zmanipulował wyznawców Świątyni Ludu. Trzecią przyczyną była potrzeba opium, o którym pisał Marks. Jones dał biednym ludziom, świadectwo, tego, że skoro świat ziemski ich odrzuca, przyjmą ich zaświaty. Uważam, że o tragedii w Jonestown należy pamiętać, ponieważ pokazuje ona do jakiej patologii może doprowadzić religia. Oczywiście w wypadku Świątyni Ludu mamy do czynienia z destrukcyjną sektą. Jednak ta sekta doprowadziła do śmierci prawie tysiąca osób, w tym dzieci, co sprawia, że wydarzenie to jest tak wstrząsające. Oczywiście z innych pobudek, czyli wojen religijnych, zbrojnego nawracania, palenia czarownic na stosie, islam, czy chrześcijaństwo doprowadziły do śmierci milionów. Dlatego należy patrzeć na systemy religijne nie tylko pod kątem korzyści jakie dają jednostkom, wyznawcom, którzy znajdują w religii oparcie, usprawiedliwienie, ale także pod kątem niebezpieczeństw, jakie mogą ze sobą nieść. Drastycznym przykładem takich zagrożeń jest właśnie tragedia w Jonestown.
Socjolog, pasjonat fotografii
Fajny tekst. Porusza naprawdę ważny temat i zmusza do zastanowienia się. Jednak zabrakło mi informacji o tym, czy ten świr też się zabił czy nie i nadal gdzieś w puszczy organizował jakieś chore sekty. I jeszcze tego w jaki sposób oni to zrobili? Czy dzieci musiały cierpieć?
Do Panny Lilianki
Jim Jones również popełnił samobójstwo. Są sprzeczne relacje na ten temat. Wikipedia podaje, że został zastrzelony przez jednego z wiernych, natomiast najprawdopodobniej tak jak inni wyznawcy Świątyni Ludu otruł się cyjankiem potasu. Dzieci zostały zabite w pierwszej kolejności. Dostały napój z cyjankiem potasu, który podali im ich rodzice. Całą masakrę przeżyły 3 osoby. Część z wyznawców z San Francisco żyła dalej, niektórzy zamordowali tych członków sekty, którzy odeszli, w tym jeden chłopak zastrzelił swoich rodziców. Jeden członek sekty zorganizował konferencję prasową w motelu, gdzie opowiedział o życiu sekty, a następnie strzelił sobie w łeb.
Ja poruszę kilka tematów tym komentarzu.
Po pierwsze rasizm. Ludzie nadal tego doświadczają. Każdy człowiek się wypiera tego jak ognia , ale taka jest prawda. Ostatnio czytałem biografię Andrzeja Sapkowskiego. Niby na prawdę mądry człowiek, ale rasizmu w sobie nie kryje, wręcz przeciwnie. Jak on to powiedział „Przecież Bóg po to stworzył inne rasy – Żydów, Cyganów, aby pracowały za niego.”. Moim zdaniem te jego słowa są oburzające i dosłownie nie wiem jakich słów użyć żeby to opisać.
Drugim tematem, który chce poruszyć jest to, ze to może było tragiczne , ale piękne w tym jest to, ze w zwykłego człowieka może uwierzyć tyle ludzi.
Myślę, ze tekst jest świetny. Może być też ostrzeżeniem dla ludzi wstępujących w progi różnorodnych sekt.
Sitar – a ja myślę, że jest to przerażające – ta ludzka naiwność
jak człowiek wstępuje do sekty to raczej nie myśli. Nie zastanawia się dlaczego to robi. On chce być po prostu w końcu zauważony i doceniony. Do sekty trafiają ludzie słabi i samotni. Gdy niewielka część z nich zauważy tragizm sytuacji, w której się znaleźli, wtedy też często jest już za późno na wycofanie się z tego. I muszą (przeważnie się tak dzieje) zginąć. Mało komu udaje się z tego wyjść „bez szwanku”. A szwank zawsze zostaje. Choćby psychiczna trauma.
Myślę, że błędem nie jest sama religia – błąd tkwi w ludziach i ich osobistych nie rozwiązanych konfliktach czy mniej lub bardziej egoistycznych dążeniach. Ostatecznie wiele wielkich ideologii (nie tylko tych związanych kultem religijnym) pociągnęło za sobą miliony ofiar. Ich założenia mogły być dobre wręcz wzniosłe, co z tego skoro wykonanie doprowadzało do tragicznych skutków.
Absolutnie nie zgadzam się z autorem. Problem jest potraktowany bardzo płytko bez zagłębienia się w autentyczne problemy ludzkości . Najprościej jest uznać,że wszystkiemu winne są systemy religijne. Czy talibowie to Islam, czy obrońcy krzyża pod Pałacem Prezydenckim to chrześcijanie ?
Człowiek ze swej natury jest religijny i szuka Boga. Ma głęboką potrzebę odnalezienia sensu życia. Oczywiście jest jakaś grupa ludzi, którzy uważają się za agnostyków, ale jak długo można stać na żyletce. Można też stworzyć Boga na swój obraz i podobieństwo, można nawet uznać się za Boga. Człowiek jest wolny. Ale czy nie powinniśmy całym swoim sercem, całą swoja duszą szukać Boga Żywego? A jak go znajdziemy poznawać go w Duchu i Prawdzie ? I czy przekazywanie tej mądrości następnym pokoleniom jest czymś złym ? Czy to jest zła droga do obrony przed sektami ?
Moja bliska znajoma miała córkę, która nie dostała żadnego wychowania religijnego. Ponieważ rodzice mieszkali w Częstochowie ” lud Boży” działał im na nerwy. Choć sami byli ochrzczenie i po sakramencie dojrzałości nie rozwijali swojej wiedzy religijnej. Przestali mówić „paciorki” i chodzić do „kościółka” bo stali się dorośli. Ślub był jeszcze katolicki,żeby rodzina dała kasę i na tym się skończyło. Oni byli ponad ciemny lud pielgrzymujący na Jasną Górę. Oni byli inteligencja ludzie po studiach. Kiedy urodziła im się córeczka oboje byli zgodni co do tego,że dziecko jak dorośnie to samo zdecyduje czy chce Boga w swoim życiu też nie. O to czy będzie chciało chodzić do szkoły czy nie, nie pytali bo to była sprawa błaha. Nie pytali też o to czy chce być szczepione czy nie bo to sprawa oczywista.
Sprawa Boga była o tyle ważna,że o tym ani słówka. Niech sama zdecyduje. Jak wszyscy wiemy w Częstochowie sekty szaleją z oczywistych względów. Dziewczynka była niezwykle łatwym łupem. Błyskawicznie ją rozpracowali, zdefiniowali deficyty emocjonalne i duchowe. Nie trzeba było długo czekać i rodzice dziecko stracili.
Moje pytanie jest następujące co autor daje w zamian. Jak rozumiem chrześcijaństwo, judaizm i islam – nie. Każda religia to ludzie i grzech czyli zło. Prawda jest taka,że zło jest na pierwszych stronach gazet jest głośnie i nośne.
Polecam autorowi i innym artykuły ks Adama Bonieckiego, Op Jacka Salija i namawiam do poznania Boga Żywego. Po uczynkach poznajemy kto jest kim. To, że ktoś coś robi pod sztandarem chrześcijaństwa czy islamu jeszcze nic nie znaczy. Bóg stworzył człowieka rozumnym i wolnym. Człowiek ma prawo i obowiązek wybierać.
To co krzywdzi drugiego człowieka nie jest od Boga
Strasznie trywialne połączenie
1) przesłanka o patologicznym charakterze „sekty” nie uprawnia do wnioskowania o patologii innych „sekt”, religii czy systemów myślowych i innych.
2) przesłanka o patologicznym charakterze chrześcijaństwa w wykonaniu np średniowiecznych duchownych, wahhabistów itd nie uprawnia do wnioskowania o wszystkich innych wierzących.
Nigdy nie czepiam się tekstów z punktu widzenia logiki formalnej, ale to co przeczytałem zmusiło mnie do stwierdzenia, że współczesne opluwanie humanistyki daje już wymierne efekty. Czas zatrudnić ludzi wykształconych w danej dziedzinie, a może po prostu ludzi bez uprzedzeń.